Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szlak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szlak. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 sierpnia 2016

Bastei - pierwsza wycieczka po najbliższej okolicy i Konigstein

Od dzisiaj zatrzymujemy się na dłużej w Parku Narodowym Szwajcaria Saksońska. Nasze miejsce postoju to hotel Bastei Berghotel.
Za dnia jest tu dość tłumnie ze względu na to, że jest to jeden z najładniejszych punktów widokowych w całym parku.
Ale pod wieczór, około 19:00, miejsce wyludnia się i wokół panuje cisza i spokój.


Dużym plusem Bastei jest to, że stąd wychodzą ciekawe pod względem widokowym szlaki turystyczne.
My na początek wybieramy wyglądającą na łatwą, 6-kilometrową pętlę z Bastei do Rathenwalden i z powrotem. Po drodze mieliśmy okazję podziwiać nasz hotel od strony północno-wschodniej, z punktu widokowego ulokowanego po drugiej stronie doliny Kleine Gans.
Inna atrakcja to stary młyn, zamieniony na schronisko z wodospadem Amselfall. Ciekawostką jest to, że intensywność wodospadu jest regulowana mechanicznie.



Pierwsza piesza wycieczka dała nam przedsmak innych szlaków i widoków do podziwiania.
Infrastruktura parku jest bardzo dobra, jeśli nie doskonała. Szlaki są jasno oznaczone, na każdym skrzyżowaniu stoją czytelne drogowskazy. Po drodze rozmieszczone są punkty gastronomiczne i schroniska. W Bastei można kupić dwie bardzo dobre mapy: jedną w skali 1:10000 obejmującą najbliższą okolicę oraz jedną w skali 1:30000, pokazującą park aż do granicy z Czechami.

Różnice wysokości w czasie wędrówki to 150-200 metrów. Czasami są to strome zejścia i podejścia. Jednak w takich sytuacjach ułożone są schody i poręcze, także przejście jest całkowicie bezpieczne.


Szlak, którym przeszliśmy był praktycznie pusty - na 6 kilometrowej trasie spotkaliśmy może 10 osób.

W czasie porannej sesji zdjęciowej zaciekawił nas widok sporej twierdzy, zbudowanej na jednej z okolicznych gór. Okazało się, że jest to Königstein - jedna z wielu twierdz wybudowanych w tym rejonie. Za czasów Augusta II pełniła rolę królewskiego składu win. Oczywiście odwiedzamy to miejsce po południu.
Budowla imponuje rozmiarami i położeniem - na kilkudziesięciometrowej skale, wzmocnionej kilkumetrowymi murami.


Ekspozycja muzealna jest raczej typowa dla takich miejsc: sale pokazują historię i militaria. Niespodzianką był natomiast kilkunastominutowy koncert organowy w kościele garnizonowym.

Twierdzę warto zwiedzić dla niesamowitych widoków na okolicę.



W 'zamkowej piekarni' odkrywamy ciekawostkę kulinarną: ciasto pieczone na blachach wielkości młyńskiego koła. Zamawiający dostają mały wycinek tego jeszcze ciepłego wypieku. Pycha!






czwartek, 10 lipca 2014

"Skamieniałe miasto" w Ciężkowicach

Dzisiaj w końcu możemy trochę dłużej pochodzić - jest ładna pogoda. Idąc za radą turystów spotkanych dzień wcześniej jedziemy do Ciężkowic, a właściwie do rezerwatu "Skamieniałe miasto", położonego nieopodal tej miejscowości. Rezerwat składa się z całej serii formacji skalnych, przypominających kształtem ludzi, zwierzęta, rośliny czy konstrukcje architektoniczne. Prowadzi przez nie szlak pieszy koloru niebieskiego, który jest dość łatwy. Pokonanie rezerwatu zajęło nam 3 godziny, ale to tylko dlatego, że dość często zatrzymywaliśmy się, aby robić zdjęcia.



Są różne warianty zwiedzania. My zatrzymaliśmy się na parkingu pod skałą "Grunwald", przeszliśmy szlak aż do wodospadu i potem drogą asfaltową wróciliśmy najpierw na rynek w Ciężkowicach a potem z powrotem na parking.


Tutaj mała uwaga "techniczna": wąwóz z wodospadem jest położony nieco w bok od szlaku. Droga do niego nie jest oznaczona. Jedyna wskazówka to rozwidlające się drewniane barierki. Trzeba iść tymi, które biegną wzdłuż potoku.

Ciężkowice nie są dużą miejscowością, ale za to zadbaną i z charakterystyczną zabudową w rynku.




W drodze z rynku nie sposób pominąć bardzo ładnego kościoła p.w. św. Andrzeja z "cudownym" obrazem Jezusa Chrystusa.


Po południu odwiedzamy jeszcze miejscowość Kąśna, gdzie kilka lat swego życia spędził Ignacy Jan Paderewski. Obecnie w bardzo ładnie położonym dworku mieści się muzeum poświęcone mistrzowi oraz odbywają się koncerty.




O dworku dowiedzieliśmy się z książki Barbary Wachowicz pt. "Siedziby wielkich Polaków. Od Konopnickiej do Iwaszkiewicza", wyd. Świat Książki. Książkę nabyliśmy w Rzeszowie.

środa, 2 października 2013

Moab - "alternatywne" łuki, cz. 1

Ponieważ jest już absolutnie pewne, że parki narodowe są zamknięte, szukamy alternatywnych tras naszych wycieczek. Okazuje się, że okolice Moab oferują bardzo dużo ciekawych miejsc. Aby chociaż trochę wczuć się w atmosferę Arches, szukamy tras pieszych, gdzie można podziwiać naturalne mosty i łuki skalne. 3 kilometry na północ od Moab, przy drodze widokowej 128 zaczyna się 4 kilometrowy szlak pieszy, zwany "Negro Bill Trial", zakończony szóstym w USA co do wielkości łukiem skalnym - "Morning Glory Bridge".
Trasa okazuje się bardzo ciekawa: prowadzi wzdłuż potoku górskiego, który trzeba kilkukrotnie przekraczać.


Ponieważ idziemy wczesnym rankiem, nie ma zbyt dużego ruchu na szlaku.
Po dotarciu na miejsce możemy podziwiać wielki, naturalny most skalny.



Spotkani na trasie Amerykanie doradzają nam obejrzenie Corona Arch - innej atrakcji w okolicy Moab. Zapamiętujemy i postanawiamy skorzystać.
Niespiesznie wracamy do samochodu i jedziemy poznawać Moab. Jest to pierwsza miejscowość, mająca charakter górskiego miasteczka wypoczynkowego: z charakterystyczną zabudową "Dzikiego Zachodu".

Dzień kończymy w parku stanowym "Dead Horse Point", czyli rozległą siecią kanionów wyżłobionych wzdłuż rzeki Kolorado. Nazwa wzięła się stąd, że w przeszłości kaniony były używane jako pułapka dla mustangów łapanych przez kowbojów. Zaganiali oni całe stado do ślepego kanionu, blokując wyjście za pomocą zagrody.


niedziela, 15 lipca 2007

Wyprawa na lodowiec Okstindan

Najpierw wspinamy się powoli drogą utwardzoną na punkt początkowy szlaku.



Potem wchodzimy na szlak, który długo będziemy pamiętali. Ze względu na krajobrazy, nietypowe oznaczenia, swoistą dzikość i brak ludzi wokół.











Doszliśmy do schroniska Steinbua. To taka chatka traperska z prawdziwego zdarzenia. Miejsca w niej tyle by się przespać i w kucki zagotować wody na maleńkim palenisku.




Dalej podjęliśmy próbę dojścia na lodowiec. Udało się częściowo. Widząc nadciągające chmury uciekaliśmy w dół. Dobra decyzja, bo zaraz po dojściu do samochodu zaczęło padać.



Ponieważ Asia z Bartkiem jeszcze schodzili, podjechaliśmy po nich tak daleko jak się dało. Wieczorem jeszcze urządziliśmy Asi imprezkę urodzinową - chyba jej się podobało.



Porady praktyczne:

  • Warto zawsze pogadać przed wyjściem na szlak z "miejscowymi". W naszym wypadku zasięgnęliśmy porady u naszej gospodyni kempingowej. Opisała szczegółowo czego mamy szukać u góry i jak wygląda oznaczenie szlaku. Poza tym na kempingach z reguły mają mapki i foldery informacyjne.
  • Oznaczenie szlaków turystycznych w Norwegii jest inne niż w Polsce. Jeżeli znaki są malowane to mają postać litery T albo młotka. W innych przypadkach usypane są małe piargi z kamieni wyznaczające drogę. Jeszcze inne oznaczenie to po prostu tyczka z prostymi oznaczeniami kierunków.
  • Idąc na Okstindan lepiej wyposażyć się we wszystkie niezbędne rzeczy, takie jak kurtka, jedzenie i picie. I w żadnym wypadku nie można tam iść pojedynczo! Powód jest prosty: w razie wypadku jesteśmy tam zdani na siebie: nie ma żadnej łączności typu komórka, a do najbliższej osady od początku szlaku jest godzina marszu.