Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yosemite. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yosemite. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 października 2013

Pożegnanie z dziką przyrodą

Po 13 dniach wśród skał, wąwozów, kanionów, pustyni, lasów wracamy do miasta. I to jakiego: San Francisco. Najpierw jednak trzeba tam dojechać. Po drodze przez jakiś czas szukamy sekwoi, które rosną przed wjazdem do parku. Mimo, że w Visitors Center nakreślili nam ogólną trasę dojazdu, "w szczegółach" jest ona dość zawiła i sekwoje znajdujemy po godzinie jazdy w lesie. Drzewa i ich owoce są imponujące.



Las, mimo że gęsty, przypominający raczej puszczę, jest zamieszkały przez ludzi. Natrafiamy na osadę o nazwie "Sugar Pine", gdzie mieszka około 30 rodzin, sądząc po liczbie skrzynek pocztowych.


Dalej jedziemy drogą 41, tak by chociaż rzucić okiem na park Yosemite. Tak jak w innych parkach jesteśmy instruowani (dwukrotnie) przez strażników, że nie wolno nam się zatrzymywać. 


Tym razem, tak jak wszyscy, ignorujemy zakaz, by zrobić zdjęcie górze El Captain (to jeden z największych granitowych monolitów w USA).


Dzienną porcję fauny w obiektywie zapewniają nam dzisiaj sarny, odpoczywające niedaleko punktu widokowego na El Captain.


Jadąc na zachód, możemy zobaczyć efekt pożarów, jakie szalały w Kalifornii w sierpniu tego roku. Spustoszenia na niektórych obszarach są ogromne:



Nasz ostatni postój w górach wypada w miejscowości Groveland. Jemy w dość nietypowym, jak na Dziki Zachód, miejscu: Dori's Tea Cottage & Cafe - lokalu urządzonym w stylu angielskim.


Odkryciem kulinarnym jest kukurydziany chowder. Po opuszczeniu gór jedziemy jeszcze kilka godzin przez równiny Kaliforni. Przed San Francisco zatrzymujemy się jeszcze u znajomych w Los Gatos.
Na miejscu jesteśmy dopiero późnym wieczorem. 




wtorek, 8 października 2013

Bardzo długa droga do Yosemite

Zaczynamy od krótkiego wypadu na Zabriskie Point - jednego z punktów widokowych w Death Valley. Udaje nam się tam dotrzeć przed wschodem słońca i obejrzeć grę światła na skałach:
\


Zaraz po śniadaniu, uciekając przed upałem, jedziemy najpierw na zachód, a potem na północ. Planujemy dostać się do Yosemite przez Tioga Pass, tj. malowniczą drogę w górach Sierra. Po drodze zatrzymujemy się w Bishop na lunch, jedząc go w typowej amerykańskiej jadłodajni:



Kolejny postój mamy nad jeziorem Mono Lake, znanym ze specyficznych formacji wapiennych - tuf.
Bardzo to widowiskowe. Tufy nad Mono Lake powstały dzięki mieszaniu się wapnia pochodzącego z dna jeziora ze słoną wodą. Ponieważ poziom wody w jeziorze systematycznie się obniża, kolejne tufy zaczynają wystawać ponad poziom wody.



Ciekawostką jest, że Mono Lake to geologicznie najstarsze jezioro w USA. 
Po Mono Lake czeka na nas niemiła niespodzianka: Tioga Pass została w ciągu dnia zamknięta na czas zimy. Musimy nadłożyć drogi (100 mil) i skorzystać z innej trasy w górach - Somora Pass. Po raz pierwszy w życiu jedziemy samochodem tak wysoko w górach (szczyt trasy przypadł na 9624 stóp, czyli 2933 m). Droga ciągnie się przez 60 mil i momentami trzeba naprawdę uważać, żeby z niej nie wypaść.


Ostatnie dwie godziny drogi pokonujemy w egipskich ciemnościach, jadąc zachodnią stroną parku Yosemite. O 21:20 meldujemy się w hotelu i idziemy spać.