wtorek, 22 lipca 2008

Na Podlasie

Z samego rana opuszczamy Zwierzyniec.
Chcemy dać Zamościowi jeszcze jedną szansę i wpadamy tam na śniadanie.
Okazuje się, że miasto w dzień powszedni jest znacznie bardziej interesujący. Oprócz dobrego śniadania załapujemy się na rozpoczęcie międzynarodowego festiwalu folkowego. Po ulicach przewijał się międzynarodowy tłum młodych ludzi.
Po Zamościu jedziemy dalej przez Rejowiec, Chełm (tutaj stajemy na dłużej, by zwiedzić miasto) i wjeżdżamy na Podlasie.

Chcemy dotrzeć do Pogorzelca przed zmrokiem. To jest trafna decyzja, bo w pustce okolicznych pól można naprawdę się pogubić.


Szczęśliwie odnajdujemy miejscowość Eli i na końcu jej dom. Po kolacji i pogaduchach idziemy spać.

poniedziałek, 21 lipca 2008

Lublin

Dzisiaj z rana jedziemy do Lublina. 
Deszcz towarzyszy nam przez całą drogę, ale w Lublinie się przejaśnia.
Śniadanie jemy w żydowskiej restauracji "Mandragora", na Rynku. Rewelacyjna jajecznica rabina wprawia nas w dobry humor i zapał.
A oto przepis:
Jajka z drobno pokrojonymi pomidorami i cebulą wymieszać i smażyć tak jak zwykłą jajecznicę. Podawać z oliwkami, białym serem, sałatką z pomidorów i ogórkami w sosie czosnkowym.
Zajadać można z chlebkiem pita.



Po śniadaniu zwiedzamy rynek i okolice. Duże wrażenie robią kamieniczki na rynku i widok ze Wzgórza Zamkowego. Lublin to miasto wielu sławnych ludzi. My znajdujemy dom Kraszewskiego. Potem w jednej z galeryjek jemy sernik na zimno i pijemy kawę. Dobry nastrój psuje nam wizyta na Majdanku. Przygnębiające miejsce. W drodze do Zwierzyńca odwiedzamy sanktuarium maryjne w Radecznicy. Zwieńczenie dnia stanowi pyszna kolacja, a jakże, we "Młynie". Gulasz z dziczyzny z kaszą gryczaną i makaronem rozpływa się w ustach.

niedziela, 20 lipca 2008

Zamojszczyzna

Po śniadaniu jedziemy na wycieczkę do Zamościa i okolic. 
Wybieramy drogi lokalne i jedziemy przez miejscowości o takich wdzięcznych nazwach jak Wywłoczka czy Wygwizdów. Pierwszy postój jednak mamy w Szczebrzeszynie. Miasteczko jest mało ciekawe. Wrażenie robi duży, choć nieco zaniedbany stary kirkut.



Odwiedzamy też chrząszcza, co "brzmi w trzcinie".

Po Szczebrzesynie na trasie leży Zamość. Rynek jest rzeczywiście ładny, tak jak to opisują wszystkie przewodniki. Ale samo miasto robi dość smętne wrażenie. Także jedziemy dalej.


Następny postój mamy w Hrubieszowie, gdzie planujemy zjeść lunch i wypić kawę. Zadanie okazuje się niewykonalne. Za to obfotografujemy bardzo ładną cerkiew i miejsce urodzin Bolesława Prusa.


Poza tym miasteczko robi wrażenie dość zapyziałego.
Z Hrubieszowa jedziemy w stronę Tomaszowa Lubelskiego. Mamy postanowienie, że bez względu na to jaka będzie restauracja, jemy i pijemy kawę. Tomaszów to kolejny przykład kreatywnej urbanistyki. Wielkie jak lotnisko rondo w centrum miasta ozdobione jest z jednej strony budynkami z wczesnego Gierka, a z drugiej budkami z późnego Wałęsy.
Ładna cerkiewka i kościół są pochowane i trzeba ich poszukać. Odnotowujemy jednak sukces gastronomiczny - jest restauracja z kawą i posiłkiem. A sukces jest nie byle jaki, bo jesteśmy ostatnimi klientami obsłużonymi przez panią w ciągu nadchodzącej godziny. Powód - przyszła grupa 15-osobowa i pani się nie wyrabia, tak więc klienci odchodzą z kwitkiem. Ot, taki folklor.
W drodze powrotnej odwiedzamy Krasnobród, gdzie odbywają się "Dni Krasnobrodu 2008". Kolorowa, lokalna impreza.


Ostatnim akcentem wycieczki jest wizyta w zagrodzie Guciów. Jest to mały skansen, w którym można zjeść i nawet przenocować.