Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tramwaj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tramwaj. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 sierpnia 2016

Kuhstall i Bad Schandau

Dzisiejszą wycieczkę zaplanowaliśmy do miejsca o nazwie Kuhstall, czyli po polsku "Obora". Nazwa może mylić, bo chodzi o naturalny łuk skalny, który swoimi rozmiarami i kształtem nieco przypomina oborę. W czasie wojny 30 letniej służył rzeczywiście jako schronienie dla bydła.
Jest kilka wariantów dostania się w okolicę szlaku pieszego prowadzącego w to miejsce.
Pierwszy, polecany przez przewodniki, to 8 kilometrowa przejażdżka żółtym tramwajem z Bad Schandau do przystanku "wodospad Lichtenhein".
Drugi to przejazd samochodem i zaparkowanie przy wejściu na szlak. 
My wybieramy ten drugi, głównie ze względu na cenę tramwaju - bilet 8 EUR/osobę w jedną stronę to jednak ciut za dużo, jak na ten środek lokomocji.

Przed wejściem na szlak warto zatrzymać się przy wodospadzie, który jest co jakiś czas mechanicznie uruchamiany. Zanim woda zacznie spływać, z głośników dobywa się muzyka (kiedy my byliśmy był to "1492" Vangelisa). 


Szlak na Kuhstall nie jest specjalnie trudny, podejście zajmuje nam około godziny. Łuk jest istotnie imponujący. 

Ale uwaga! To nie koniec atrakcji w tym miejscu. Po nasyceniu się widokiem warto pójść w lewo wzdłuż barierki i poszukać schodów (są oznaczone) w szczelinie skalnej prowadzących na górę łuku. Przejście schodami oraz widoki z góry to niezapomniane przeżycie.


Miejsce jest dość popularne, dlatego warto wybrać się tam wcześnie rano - uniknie się tłumów.

W drodze powrotnej zatrzymujemy się w Bad Schandau. Jedną z ciekawostek jest 50 metrowa winda, działająca od 1905 roku. Ułatwia ona znacznie dostanie się do części uzdrowiskowej miasta. No i z górnej platformy roztacza się ładny widok.








piątek, 11 października 2013

San Francisco

W San Francisco mamy tylko jeden dzień na zwiedzanie, dlatego musimy wybrać "zestaw minimum" spośród wielu atrakcji, które to miasto oferuje. Decydujemy się na wycieczkę zabytkowym tramwajem. Smaczku wycieczce dodaje przejazd stromymi ulicami. Tramwaj ma konstrukcję XIX wieczną, prowadzi go dwóch motorniczych: jeden reguluje napęd z przodu wagonika, drugi operuje hamulcem z tyłu. Wszystko działa ręcznie, także hamulcowy musi nieźle się napracować.




 Miasto tętni życiem. Nie tylko tym turystycznym, pełnym sklepów, ulicznych grajków i orkiestr, ale też normalnymi, codziennymi sprawami. Widzieliśmy interwencję straży pożarnej i policji.


Kolejny punkt "obowiązkowy" w San Francisco to Chinatown - z tysiącem sklepów, restauracji, punktów oferujących rozmaite usługi. Dzielnica wbrew pozorom nie jest rozległa, zajmuje kilka przecznic, ale ma się wrażenie że znalazło się w innym świecie.


Innym ciekawym tramwajem (modelem z 1912 r.) jedziemy w stronę Zat. San Francisco, na pirs 39. Z przewodnika wiemy, że słynie on z kolonii lwów morskich, które sobie go zaadaptowały na siedlisko.


Nie wiemy natomiast, że jest to spore centrum turystyczne, w którym znajdują się różne sklepy z pamiątkami. Na przykład można kupić sobie strój więzienny z Alcatraz.


Z pirsu jest też dobry widok na wyspę z dawnym więzieniem.


Ostatni punkt to "najbardziej kręta ulica na świecie" - tak przynajmniej reklamują ją miejscowi. Jest to fragment Lombard Street, który wije się 6 stromymi zakosami w dół. Stanowi sporą atrakcję dla automobilistów. Dla tych, co chcieliby ująć całą sytuację na zdjęciu mamy małą podpowiedź: nie warto fotografować z miejsca, gdzie zakręty się zaczynają lub kończą - stromiznę ulicy i perspektywę niewiele widać. Najlepiej iść Lombard Street na wschód kilka przecznic dalej, do punktu, gdzie ulica zaczyna się znowu wznosić i zrobić zdjęcie stamtąd. Potrzebny jest teleobiektyw (200mm lub więcej).


San Francisco żegnamy następnego dnia o świcie, fotografując most Golden Gate.